25.12.08

(nie)pierwsze

to jej pierwsze święta... wstała nie wyspana, bo już we śnie miała odwiedziny, które zdarzają się jej dość często i bywają teraz bardzo męczące. musiała pomóc w kuchni przy sałatkach, śledziach i innych (nie)pysznościach. mówiła bardzo mało i gdy tylko zostawała sama, ocierała łzy, które rzekomo płynęły, bo kroiła cebulę. a wiadomo: cebula dobra jest na łzy... i przyszła pora składania życzeń: żebyś była..., żebyś znalazła...,żebyś miała... brrr... dobrze, że po kolacji było wino, choć niechybnie kieliszek białego trunku Mikołaj wylał na siebie. a to pech! i minęła kolacja i pierwszy dzień udręki. słychać otwieranie drzwi sąsiadów.ludziska na pasterkę pędzą, a ona sex and the city ogląda... niebawem zaśnie i znów przyjdzie w odwiedziny ktoś nieproszony. to jej pierwsze święta - o minionych przypominają jej fioletowe marteny

17.12.08

gdy mróz szczypał w nos

kiedyś święta były dla mnie magiczne i wydawało się, że trwają tak długo.

zaczynało się już około tygodnia wcześniej. chodziłyśmy z moją przyjaciółką wieczorami na spacer z psami i liczyłyśmy ile już choinek stoi na balkonach w naszym bloku, a zaglądając w okna – ile stoi już z zapalonymi lampkami. pisałyśmy listy do mikołaja i zawsze chciałyśmy to samo. po wigilii spotykałyśmy się na oglądanie prezentów razem z naszymi kumpelkami z klatki. ech… święta pachniały pomarańczami, kompotem z suszu ,a mróz szczypał w nos, gdy tata ciągnął mnie na sankach.

teraz nie cieszy mnie nadchodzące b.n. nie mam ochoty robić marmolady z pomarańczy, pierniczków na choinkę, własnoręcznych pocztówek i prezentów i w ogóle nie !!! wiem, że zamiast radości, dopadnie mnie smutek przeplatany wspomnieniami i refleksje nad tym, co straciłam… tak to jakoś działa.

może spotkam się z panią S i przy świeczce utopimy rybki i smuty moje, nie moje…

10.12.08

wieczór 14 sutków

zasiadły jak zawsze przy stole, jak zawsze serial o miłości miały oglądać, tylko nie jak zawsze zamiast wina kilku flaszek pojawiło się piwo o pięknym, jasnozłotym kolorze… brakowało też jednej towarzyszki doli i niedoli,

a na jej miejscu pojawiła się troszkę przypadkiem suka, która poczuła klimat i zajęła wygodne miejsce na wersalce.

serial się zaczął i jeden i drugi, dyskusje toczyły się: o miłości, samotności, o tym czego im brak i do czego służy prysznic.

piwo się lało, rozmowy ciągnęły się i przypominały coś w stylu „Monologów waginy” Eve Ensler

Gdyby twoja pochwa się ubierała, to co by nosiła?

Beret.

Skórzaną kurtkę.

Jedwabne pończochy.

Norki.

Różowe boa.

Męski smoking.

Dżinsy.

Coś obcisłego.

Szmaragdy.

Suknię wieczorową.

Cekiny.

Tylko Armaniego.

Baletową spódniczkę.

Czarną, przezroczystą bieliznę.

Suknię z tafty.

Coś do prania w pralce.

Maseczkę karnawałową.

Fioletową piżamę z aksamitu.

Angorę.

Czerwoną muchę.

Gronostaje i perły.

Wielki kapelusz z kwiatami.

Kapelusz lamparta.

Jedwabne kimono.

Okulary.

Spodnie dresowe.

Tatuaż.

Urządzenie rażące prądem do odstraszania intruzów.

Wysokie obcasy.

Koronki i glany.

Fioletowe pióra, peruki i muszle.

Bawełnę.

Dziecięcy fartuszek.

Bikini.

Płaszcz przeciwdeszczowy.

4.12.08

wywróżyłam sobie ;)

księcia (a jego imię na literę V), który przyjedzie na czerwonym słoniu by mnie porwać... oczywiście żeby to wszystko zobaczyć i pojąć trzeba było wypić flaszkę wina :)